Gdyby nie ty, nie wiem sam…

Posted on 13 marca 2014 by Małgorzata in Uncategorized

tupek 2Jeśli dosyć masz wszystkiego, coś nie tak i z pracą, z życiem,

do psa pójdź – schroniskowego – on rozumie co to życie.

Przytulicie się do siebie, ciepłą sierść poczujesz w dłoni,

smutki mu wyszepczesz w ucho, on jęzorem je wygoni.

 

Powie – stary! Nie narzekaj! Zobacz jak ja tutaj żyję,

nadal myślisz że masz gorzej? Zmieniłbyś mnie choć na chwilę?

Mówisz nie – nie dałbym rady, widzisz bracie – a ja muszę,

ale może też dlatego tak rozumiem twoją duszę.

 

Wiem co rozpacz i co smutek, brak miłości i brak wiary,

wiem jak boli strach samotny, gdy nadziei nie ma wcale.

Wszystko to ty też masz w oczach, zatem co byś dziś powiedział

bym wyciągnął cię na spacer, na godzinę, tam! do lasu!

 

Uciekniemy od kłopotów, wiatr rozwieje smutki wszystkie,

pobiegniemy hen przed siebie, ku nadziei, w słońce! w życie!

A więc wstajesz, już nie chlipiesz, pies ci zlizał łzę niejedną,

myśli smutne trącił nosem – precz, wynocha! idźcie sobie!

 

I idziecie wprost przed siebie, zostawiając złe za sobą,

ty oddychasz pełną piersią, pies w podskokach biegnie z tobą.

Gdzie idziecie to nieważne, ot, po prostu wprost przed siebie,

pies merdaniem drogę wskaże, ufasz – bo wiesz, że nie zwiedzie.

 

Maszerujesz, kontemplujesz, słońce rozjaśniło myśli,

nagle sam do siebie mówisz: jak ja mogłem? wstyd mi! szczerze!

A najbardziej chyba przez to, że sam tego nie widziałem,

musiał mi to pies pokazać, że nic nie stracone wcale.

 

Zawsze jest gdzieś jakaś droga, zawsze jest gdzieś jakieś wyjście,

zawsze trzeba mieć nadzieję, na jaśniejsze, lepsze życie.

Po tych wnioskach, po tych myślach, gdy wracacie już z powrotem

nowa myśl kiełkuje w głowie, choć sam jesteś zaskoczony.

 

Bo zaczynasz kombinować, gdzie w pokoju miskę wstawisz,

gdzie posłanie, a gdzie kocyk – bo zabierasz psa do domu!

Tylko on był tu przy tobie, gdy zabrakło wszystkich innych,

tylko on twe oczy widział, gdy kapało z nich jak nigdy.

 

Nosem trącał żebyś wstawał, łapą grzał twe ręce zimne,

głowę kładł ci na kolanach, ogon przegnał smutki wszystkie.

Zatem bierzesz go do domu, czujesz że masz dług wdzięczności,

i się dziwisz że nie chciałeś, dużo wcześniej psiej miłości.

 

Teraz macie tylko siebie, ale to nie znaczy wcale,

że za rok, za tydzień, miesiąc, nie poznacie drugiej pary.

Identycznej, ludzko-psiejskiej, doświadczeniach takich samych,

wpadną na was w parku, w lesie, kiedy? nie zgadniecie wcale.

 

I zaczniecie nową drogę, już we czwórkę, całym stadem,

wy przed nimi, w pas objęci, psy za wami noga w łapę.

Zostawicie hen za sobą, rozdział smutnej samotności,

bo od teraz dom jest pełen, waszej oraz psiej miłości.

 

Tej miłości życzę wszystkim, zwłaszcza tym, co narzekają,

Nie marudźcie, wstańcie! idźcie! W każdym schronie psy czekają!

Nie każ czekać psiej istocie, nie każ czekać także sobie,

dajcie szansę sobie wspólnie, pomóż jemu – a on tobie.

 

Spójrz mu w oczy, przytul futro,

i już dzisiaj daj wam szansę

na wspanialsze, lepsze jutro…

 

Mice, Rudzikowi, Ince i Tuptkowi oraz wszystkim schroniskowym psom, których nie mogłam zabrać do domu, ale które zawsze będą miały miejsce w moim sercu wierszydło swoje dedykuję. Aneta.

Tekst i zdjęcia: Aneta Zawadzka

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
  • Blogger.com
  • email
  • LinkedIn
  • MySpace
  • Sfora
  • Wykop
  • Yahoo! Buzz
  • Drukuj
  • PDF

2 Comments

  1. przepiekny wiersz, przepiękny !!!

Pingbacks

Dodaj komentarz

  • s.o.s. gdy zgubi się pies
  • s.o.s. gdy boi się burzy pies
  • s.o.s. gdy boi się huku pies.
  • Zostań wolontariuszem!